4 refleksje po 4 tygodniach w Amsterdamie

Kolaż zdjęć Amsterdamu

Zmęczenie = energia

Aktywność fizyczna to zastrzyk endorfin, porządnie wykonany trening to poczucie satysfakcji – nic nowego. Dotychczas myślałam, że muszę pocić się przez conajmniej godzinę, żeby osiągnąć ten potreningowy stan. Nic bardziej mylnego. Okazuje się, że 10 km przejeżdżane codziennie na rowerze – tu, w Amsterdamie to tylko 5 km z domu do pracy i 5 km z pracy do domu – wystarczy, żebym czuła się doskonale. Dbam o siebie i jestem dotleniona, mimo, że cały dzień spędziłam w pracy, mam czas na przemyślenie różnych tematów i dużo energii zarówno kiedy wchodzę do biura i kiedy, po pracy, wracam do domu.

Wspomaganie się substancjami kojarzonymi z Amsterdamem okazuje się zupełnie zbędne… :)

Woda = relaks

I nie mam wcale na myśli prawidłowego poziomu nawodnienia organizmu. Woda w mieście (nie mam też oczywiście na myśli niekontrolowanych strumieni) to jest po prostu magia. Kanały w Amsterdamie to nieodłączna część historii miasta, niemalże jego symbol.

Ale to zdecydowanie więcej. Trochę tak jak w Warszawie – w ostatnich kilku latach oba brzegi wisły zostały z hukiem przywrócone do życia i oddane mieszkańcom. Weekend nad Wisłą zaczyna się w czwartek (a może nawet w środę?), oba brzegi mocno się zaludniają i tętnią życiem, pachną grillem i piwem, dudnią rozmowami i muzyką – tak powinno być. Jednak życie w mieście poprzecinanym kanałami to zupełnie inna jakość – dla mnie permanentne uczucie „bycia na wakacjach”, taki niekończący się weekedn z łódkami i kajakami pływającymi w samym centrum! Poza tym w mieście jest o wiele mniej samochodów i więcej przestrzeni i to coś! Taki uroczy, bardzo ujmujący klimat, zupełnie nie pasujący do klasycznego wizerunku stolicy europejskiej. Super!

Kolaż zdjęć z życia w Amsterdamie

Mniej = więcej

O kurczę, robi się naprawdę odkrywczo. Ta refleksja na temat komunikacji pojawiła się w mojej głowie z dwóch powodów. Pierwszy – oczywisty – i ja i lokalsi, mówiąc po angielsku, porozumiewamy się używając „drugiego” języka. Drugi wiąże się z naturą holendrów, którzy do wylewnych i emocjonalnych nie należą. Codzienne tematy czy załatwianie prostych spraw nie stanowią problemu, ale kiedy zaczynamy rozmawiać o projektowaniu, grafice albo głębszych przemyśleniach, musimy komunikować się bardzo klarownie, bez konieczności ciągłego wyjaśniania, precyzowania – to the point. To dla mnie, gaduły, bardzo cenna lekcja. Okazuje się, że można jednak pomyśleć, zanim otworzy się paszczę, żeby gadać :)

Tak na marginesie, już pierwszego dnia wpadł mi w ręce przewodnik dla studentów, którzy przyjeżdżają do Holandii zza granicy. W rozdziale o życiu codziennym w zgodzie z tubylcami pierwszy akapit poświęcony był właśnie temu zagadnieniu. Holendrom daleko do rozemocjonowanych południowców albo amerykanów, dla których wszystko jest „absolutely amazing!”. Tutaj „not bad” to jest komplement solidnego kalibru. Usłyszeć “not bad” na temat swojego pomysłu albo projektu to jest COŚ.

Amsterdam = Magia

To miasto jest jak z bajki, tyle że książęta pomykają na Gazellach i Batavusach, nie na rumakach.
Mam wrażenie, że w Amsterdamie wszystko jest dla ludzi. Brzmi dziwnie, ale tak właśnie to czuję! Wszędzie blisko, wszędzie można dojechać na rowerze, w mieście jest tyle zieleni – można w weekend grillować w parkach! Pyszne, świeże warzywa można kupić w każdym sklepie, a jeśli gotowanie robi się nudne, to wszędzie aż roi się od kawiarni i restauracji z jedzeniem z przeróżnych części świata. Najbardziej jednak rzuca się w oczy to, że ludzie są po prostu zadowoleni z życia. Spokojni, szczęśliwi – to jest po prostu fantastyczne.

No dobra, to jest idylla na 99,9%, a ten 0,1% to pogoda rodem z polskiego listopada, czyli 10*C, deszcz i (nazywana pieszczotliwie przez niektórych) ŚCIERKA na niebie. Pociesza mnie tylko to, że lokalsi też wyglądają na zdziwionych i niezadowolonych. PODOBNO normalne lato w Amsterdamie tak nie wygląda. Póki co trudno mi w to uwierzyć – zobaczymy. Poza tym wszystko jest na 5+!

Ola Kotowska

Jestem graficzką, joginką i fanką jedzenia - obecnie mieszkam w Amsterdamie i staram się eksplorować najciekawsze zakątki tego boskiego miasta!

RELATED POSTS

  • Aga

    Spędziłam pół roku na studiach w Holandii i do Amsterdamu wracam zawsze z wielką przyjemnością. Bardzo spodobała mi się Twoja video wizytówka. Czy można spodziewać się vlogów z Amsterdamu? :)

    • Ola

      Hej Aga! Super to słyszeć, ja też coraz bardziej zakochuję się w tym mieście. Widzę, że teraz stacjonujesz w Londynie – niesłychane jak te dwa miasta się od siebie różnią! Dzięki za feedback o moim krótkim filmiku, a co do vlogów – niewykluczone :) Jest tu tyle pięknych i zupełnie unikatowych widoków, miejsc, zwyczajów do pokazania, że aż szkoda nie vlogować!

  • Ciesze się ogromnie, że trafiłam na tego bloga, bardzo lubię takie jasne i klarowne opisy miejsc. No i oczywiście cieszę się, że tam Ci się podoba :)